Opowieść wigiljna Charlesa Dickensa

Kiedy w naszych sercach radość, a w brzuchach dobroci świątecznego śniadania, nie wypada mówić o niczym innych jak o wspaniałym przesłaniu Bożego Narodzenia. I tak oto w ten świąteczny dzień, niechaj zabłyśnie pamięć o najsłynniejszej gwiazdkowej opowieści, znanej, kochanej i wciąż… bardzo aktualnej.

Jaka siła tkwi w Opowieści wigilijnej Dickensa, że jest wciąż na nowo ekranizowana, wydawana, czytana? Przecież jej oddźwięk jest tak zaskakująco prosty – zmień siebie, niechaj święta będą w Twoim sercu przez cały rok! Cóż, spójrzmy prawdzie w oczy – każdy z nas bywa czasem Scrooge’m. Czegoś innym odmawiamy, coś chcemy zataić, coś nas drażni… Czasem porywa nas chciwość, ale nadchodzi ten czas, kiedy to wszystko się wypala i pozostaje dobro.

Scrooge to nasze sumienie, sumienie wielu pokoleń czytelników. Nie chcemy być do niego podobni, choć wiadomo, że niejeden taki chodzi po ziemi. Jednak patrzenie, jak gwiazdka zmienia człowieka, jak daje szczęście i zbawienie, przynosi poczucie ulgi i spełnienia.

Scrooge stoi na straży naszej przyzwoitości. Nie chcemy być skąpi, nie chcemy zatracić siebie, nie chcemy… a przecież tak łatwo wpaść w te sidła.

Do tego trzy duchy – nie bajkowe, niezbyt przyjazne, ale pokazujące prawdę. Któż by nie chciał zobaczyć przeszłości, spojrzeć na samego siebie, ocenić… I któż by nie chciał otrzymać tak wspaniałej, wyjątkowej szansy na drugie życie?! Nie warto jej marnować…:

– Wierzę! – westchnął Scrooge. – Muszę wierzyć. Powiedz mi jednak, dlaczego duchy włóczą się po świecie? Dlaczego przychodzisz mnie męczyć?
– Obowiązkiem każdego człowieka jest – odparło widmo –aby jego dusza zjednoczyła się z duszą jego bliźnich i pozostawała w braterskiej z nimi łączności przez cały czas wędrówki ziemskiej. Ten, który obowiązku tego zaniedbał za życia, musi go wypełnić po śmierci. Duch jego po śmierci musi wędrować po świecie – och, biada mi! – i patrzeć biernie na to wszystko, czego nie może już używać, a co mógł czynić za życia ku swej radości i szczęściu!

Opowieść wigilijna ma w sobie piękno i prostotę świąt. Daje nadzieję, której tak pragniemy, jest też uchwyceniem radości, którą dobrze znamy – radości świąt. Każdego więc roku podążajmy za Scroogem w jego dziwnej wędrówce, która kończy się szczęśliwie, najlepiej jak można sobie wymarzyć… A słowa tej historii, niechaj będą błogosławieństwem i życzeniem na cały przyszły rok:

Zmienił się zupełnie. Odtąd był dobrym przyjacielem i chlebodawcą, słowem – takim człowiekiem jakimi bywali ludzie za dobrych, starych czasów, w dobrym, starym kraju.
Niektórzy szydzili z tej zmiany, lecz on nie zwracał na to uwagi. Miał tyle rozumu, że wiedział, iż to, co na świecie dobre zawsze jest przedmiotem szyderstwa ze strony niektórych ludzi. Ich należy uważać za ślepych. Scrooge sądził też, że lepiej, aby kalectwo ujawniało się w postaci zmarszczek dokoła oczu, wywołanych ciągłym uśmiechaniem się do bliźnich, niż w innej mniej przyjemnej postaci. Jego dusza pełna była pogody i radości – i to mu wystarczało do szczęścia. Z duchami więcej spotkań nie miał, natomiast pozawiązywał przyjaźnie z ludźmi i podtrzymywał je, a całe jego życie toczyło się wśród dobrych uczynków. Jakoż mówiono później, że nikt tak przykładnie nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia, jak on.

Życzę Wam z całej duszy, żeby tak o Was mówiono, drodzy Czytelnicy, a także o mnie i o wszystkich, a wtedy – jak pięknie powiedział maleńki Tim – Bóg będzie błogosławił wszystkim i każdemu z osobna.