Nomen omen, to jest świetne

Recenzje 2 komentarze

Co mogę napisać o ałtorce* (dokładnie tak!), będącej jedną z nielicznych pisarzy na tym świecie, którzy urodzili się właśnie po to, by pisać? Zdecydowanie, Marta Kisiel nie może robić nic innego i całe szczęście ostatnimi czasy mogła zostawić pracę na rzecz zawodowego pisarstwa.

Moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia, przygoda z Martą Kisiel to „Nomen omen”. Historia Salki i jej brata Niedasia, którzy zamieszkują w dosyć osobliwym domu, skrywającym mroczną i fascynującą tajemnicę. Znajdziemy tu upiory, trochę sił nadprzyrodzonych, ale wszystko w duchu tradycji i wierzeń.

Domeną Kisiel jest genialny język, niesamowity dowcip, barwność i nietuzinkowość. Słowem: literacki geniusz, który przypadł do gustu wielu Polakom. „Nomen Omen” potwierdza wszystkie umiejętności ałtorki, ale mnie olśniło coś jeszcze: stworzenie nietuzinkowej fabuły. Serio, to nie łatwe wymyślić historię, która nie przypomina niczego, co czytałam. Niby mamy tu wiele schematów i motywów, ale wszystko jest inne, nowe, świeże.

Konstrukcja postaci opiera się nie tylko na charakterze, ale przede wszystkim – na języku. Każdy bohater mówi po swojemu i właśnie za to Marcie Kisiel należy się medal.

Powieść to mieszanka motywów, bo Marta Kisiel bierze garściami z dobrodziejstwa literatury. W jednym utworze zgrabnie i sprytnie gromadzi zarówno naszą romantyczną spuściznę, jak i mitologię. A do tego również historię Wrocławia, oddaną z dużą dokładnością. W efekcie dzieło jest kompletne, wiarygodne, widać, że praca została wykonana pieczołowicie, bez chodzenia na skróty. Właśnie dlatego to się czyta tak dobrze!

Podobno przede mną dopiero to, co najlepsze. Nie mogę się doczekać!

*Tak Kisiel nazywa siebie na swoim fanpejdżu.