„Naturalista” – nie ma się czego bać

Recenzje 0 comments

I znów sięgnęłam po lekką, niezobowiązującą lekturę. Thriller. Nie powiem, skusiła mnie promocja W.A.B-u, bo to wydawnictwo ma szczególny dar do zwracania uwagi na swoje książki. „Naturalista” okazał się więc świetną zabawą, ale też bardziej zupą na płaskim talerzu niż treściwą, bogatą w smaki ucztą.

Śmieszne to porównanie, ale chyba oddaje to, co chcę powiedzieć. Mayne Andrew nie miał zamiaru, jak przypuszczam, tworzyć głębokiej, psychologicznej prozy z dreszczykiem. A jeśli miał, to spudłował.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Wydawnictwo W.A.B. (@wydawnictwo_wab)

Widać, że autor zrobił sławetny, porządny reaserch. Główny bohater, który jest biologiem (i nie tylko), zasypuje nas swoją wiedzą, co bywa nużące. Potrafi się popisać i wytłumaczyć wiele zjawisk właśnie na podstawie swojej ukochanej dziedziny. On sam, czyli Theo Cray, nie jest jednak tak przejrzysty i złożony, jak można by oczekiwać po dobrym thrillerze.

Zacznijmy od tego, że właściwie nie wiemy, jaki jest Theo. Kim jest. Jaka jest jego przeszłość, osobowość, coś, co zazwyczaj osadza nas w jakimś kontekście. Przyznam, że mnie to nie przeszkadza, bo uważam, że autor może oprzeć ciężkość „psychologii postaci” na kimś innym. Na przykład na seryjnym, psychopatycznym mordercy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Bers Books and other… (@fedebers)

I… w tym problem, że seryjny morderca jest tak płaski i papierowy, że aż dziw. Czytelnik do ostatniego zdania nie dostaje żadnej informacji, co kierowało psychopatą, jaka dokładnie jest jego przeszłość, a co najciekawsze – KIM W OGÓLE jest w całej fabule, bo pojawia się znikąd, jak duch.

To mocno rozczarowuje, bo na dobrą sprawę nie rozwiązujemy żadnej zagadki. Za to naszym głównym zadaniem jest podążanie za Theo. Bohater staje się (niespodziewanie) genialnym śledczym kryminalnym, a na dodatek niesamowicie upartą jednostką, która z niewiadomej (do końca) przyczyny pragnie odnaleźć mordercę swojej studentki. A to wszystko nie znajduje udokumentowanie w jego życiorysie.

Zdecydowanie największą niespodzianką w „Naturaliście” są policjanci i cały organ ścigania. Andrew przedstawia ich (wszystkich) jako idiotów, ignorantów, a najprościej mówiąc – debili. Aż do samego końca policja zachowuje się, jak stado owiec, które widzi wilka i nie wie, gdzie uciekać. Autor nie pozwolił żadnej postaci na rehabilitację.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Knihkupectví Luxor (@knihkupectvi_luxor)

Cóż, mimo to – bawiłam się świetnie. Głupiutka, absolutnie nie mroczna, ale sprawnie napisana historia wciąga, bo akcja toczy się wartko, a finał jest dosyć widowiskowy. W sumie to nawet ciekawe, że o nieciekawej powieści ma się tak wiele do powiedzenia.

Językowo – nie mam nic do zarzucenia. Fabularnie – słabo. Luki załatano szybką akcją. Myślę, że gdyby ktoś chciał z tej książki zrobić serial, miałby spory problem. Autor zdecydował się na narrację pierwszoosobową, należącą tylko do jednego bohatera. Historie wszystkich pozostałych nie są nawet naszkicowane. A jednak – przy odrobinie wysiłku, to mógłby być ciekawy obraz. W klimacie, jaki lubię!

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Wydawnictwo W.A.B. (@wydawnictwo_wab)

OPIS WYDAWCY

Profesor biologii obliczeniowej Theo Cray widzi prawidłowości tam, gdzie inni widzą chaos. Pewnego dnia w lasach Montany zostają znalezione zmasakrowane zwłoki byłej studentki profesora. Wkrótce okazuje się, że ofiar jest więcej, a jedynym podejrzanym policji jest… niedźwiedź grizzly. Względnie sam profesor Cray. Mężczyzna postanawia więc wykorzystać całą swoją wiedzę i zawodową skrupulatność, żeby znaleźć zabójcę. Czerpie z biologii, antropologii, botaniki, statystyki i algorytmów komputerowych, aby zlokalizować kolejne ciała. Czy wykaże się większym sprytem niż jego przeciwnik, zanim sam stanie się ofiarą?