Close

Maciej Lewandowski, „Splątanie”

Czas goni. Nie zostawia miejsca na wszystko, co wymaga skupienia, co odcina, co prosi o głębszą uwagę. Ale Maciej Lewandowski ma gdzieś mój czas lub brak czasu. Bezlitośnie podsuwa pod nos książkę, która mieli rzeczywistość, przygważdża i ma posmak haju. Powieść czarna i ciężka, mocna i dosadna, ale… Maciek to wirtuoz słowa. Lawiruje akcją jak szpadą. Możesz oddychać, ale wcale nie chcesz. Po prostu się zatracasz.

Dużo pracy. Praca, kunszt, warsztat – to się docenia, zwłaszcza, jak samemu piszesz codziennie setki zdań i dziesiątki akapitów. Lewandowski w świeżutkim i pięknie wydanym thrillerze „Splątanie” nie pozostawia nic przypadkowi. Wszystko jest dograne, diabeł tkwi w szczegółach. A cała zabawa polega na tym, że choć akcja jest niesamowicie dynamiczna i gęsta, to jednak nie ma tu mowy chociażby o cieniu chaotyczności.

Poznajmy zatem Jakuba Kempnera. Śledczy, zdegradowany, sponiewierany, skazany na rutynowe działanie. Życie śledczego chyba musi być parszywe, jego takie jest. Praca w policji, zwłaszcza przy trupach, nie może ładnie pachnieć. I dlatego od Kempnera zalatuje surowością, znużeniem, ale nie tylko. Nie brak tu również inteligencji, spostrzegawczości i dociekliwości, która sprawia, że szacunek wobec niego jest zasłużony.

Lewandowski nikomu nie daje kwiatka ani czekoladek na osłodę. Sprawa rzekomego samobójstwa, którym ma się zająć Jakub, okazuje się wielkim bagnem. Akcja i wielka burza, jaka rozpętuje się wokół jednej śmierci, ma swoje korzenie w czymś, co określę mianem `demonicznego bytu`. Czyste zło, chciwe, brudne i cholernie brutalne, nie odpuszcza. I co więcej – panoszy się we Wrocławiu.

Kilka elementów całości. Razem układają się w genialny kawał powieści, której nie powstydziłby się żaden mistrz grozy. Dlaczego? Bo wszystko tu świetnie gra, koreluje, wynika, tworzy wizję w głowie czytelnika. Mroczną i przerażającą, ale również prawdziwą.

Mocny, wyrazisty, strawiony przez życie bohater. Ci, którzy go otaczają nie stanowią wcale drugiego planu. Każda postać ma swój styl, jest charakterystyczna.

Język. Sprawny, giętki, prześmiewczy, trafny. Lewandowski w całym tym mroku, plugawości i wulgarności, potrafi zachować ogrom humoru.

– (…) Stara dobra Metalica.
– Ano. – Oczy kobiety zalśniły porozumiewawczo. Nic tak nie łączy, jak muzyka, alkohol i alimenty. (s. 49)

Lewandowski nie próżnował. Jak sam przyznaje we wstępie książki, całość „stylu bycia” policjantów, ich żargon, konsultował u źródła. Efekty słychać! Człowiek ma wrażenie, jakby przesiąknął atmosferą życia śledczych na tropie zła.

Akcja. Wartka i gęsta, na ma chwili na nudę. A jednak – dokładna analiza psychologiczna nie zostaje zaniedbana… Wisienką na torcie jest zaś Wrocław. Maciej Lewandowski dobrze go zna i dlatego dreszcz przebiega po plecach na myśl, że TAKIE rzeczy mogłyby mieć miejsce.

Każdy lubi, kiedy książka przenosi go do innego wymiaru. Każdy lubi, kiedy kradnie czas, którego nie ma. Mogę więc pozazdrościć. 437 stron przeczytanych na jednym wydechu – o tym marzy każdy pisarz. Nie tylko debiutant!
Czekam na więcej. Czekam na nowe!

Danuta Awolusi

Rocznik 86`. Pisarka, copywriterka, wokalistka Gospel.