Lot nad kukułczym gniazdem Kena Kesey

Świrnięci koledzy z zakładu są niezrównoważeni, ale za to zawsze szczerzy. A może nie? Może wcale nie są chorzy, tylko los zagnał ich w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie? Kto wie… Wiadomo jednak, że w szpitalu psychiatrycznym może wylęgnąć się szczera przyjaźń, a zwyczajny, ciepły facet z krwi i kości może nieźle namieszać, nawet, jeżeli cena za to będzie najwyższa…

Lot nad kukułczym gniazdem to tak zwania pozycja kultowa, amerykańska klasyka, uwielbiana zarówno w wersji literackiej jak i filmowej. Ta powieść to przede wszystkim mistrzostwo postaci – Keysey tworzy bohaterów tak wyrazistych, tak soczystych, że nie sposób pozostać obojętnym. Czytelnik zostaje zaangażowany emocjonalnie, nie jest w stanie obiektywnie spoglądać na „psycholi”, którzy bezwzględnie wzbudzają jego sympatię i współczucie. Czy jednak na pewno współczujemy im stanu umysłu? Raczej tego, że to zdrowi ludzie zniewoleni przez apodyktyczną, bezwzględną, niebezpieczną siostrę Rached.

Ta kobieta, odziana w fartuch, z przyklejonym do tworzy uśmiechem, jest ucieleśnieniem zła, a także symbolem władzy totalitarnej. To ona ocenia, kto jest zdrowy, a kto nie, chociaż jej szpitala nikt nie opuści. Jest kobietą demoniczną, która nie cofnie się przed niczym, nie toleruje niesubordynacji:

Wielka Oddziałowa okropnie się irytuje, jeżeli jej oddział przestaje funkcjonować jak sprawny, precyzyjny mechanizm (…). Nadal obnosi ten swój uśmiech porcelanowej lalki wciśnięty między nos, a podbródek i z tym samym spokojem świdruje oczami, ale głęboko w środku jest napięta jak struna.

Siostra Rached potrafi zamienić każdą sesję w upokarzające przesłuchanie, jej osobowość wzbudza w pacjentach poczucie, że naprawdę są chorzy, utrzymuje ich w świecie halucynacji, krzyków i zapomnienia.

Keysey stawia na jej drodze zupełne przeciwieństwo. Chłopa, łobuza o wielkim uśmiechu, który jest jak promień światła, jak ciepły chleb:

McMurphy przysunął twarz tak blisko mojej, że chcąc nie chcąc, musiałem na niego spojrzeć.
– To prawda? Jesteś głuchy, Wodzu?
– Jest g-g-głuchoniemy.
McMurphy wydął wargi i przez dłuższą chwilę patrzył mi w oczy. Potem wyprostował się i podsunął mi pod nos prawicę.
– Co za różnica, przywitać się chyba potrafi, nie? Do licha, Wodzu, może i rosłe z ciebie chłopisko, ale jeśli się ze mną nie przywitasz, uznam to za obrazę! Dobrze się zastanów, czy chcesz się narazić nowemu władcy wariatkowa!
Po tych słowach puścił oko do Hardinga i Billy’ego, ale ręki, szerokiej jak talerz, nie cofnął.
(…) Pamiętam, że palce, które zacisnęły się na moich, były grube i silne – nagle poczułem, że coś dziwnego dzieje się z moim patyczkowatym ramieniem; dłoń zaczyna mi pęcznieć, jakby McMurphy pompował w nią swoją krew. Krew i moc zagrały mi w ręce. Stała się niemal tak ogromna jak jego, pamiętam…

McMurphy to człowiek, który nie ugnie się przed niesprawiedliwą władzą. Swoim radosnym usposobieniem, głośną osobowością wyrywa innych z letargu – jest wielkim zagrożeniem dla salowej. McMurphy podejmuje heroiczną decyzję o tym, że odda życie za sprawę. Jego czyny pozbawione są patosu, ale wyprowadzają salową z równowagi, sprawiają, że pękają fundamenty, idą wielkie zmiany…

Lot nad kukułczym gniazdem to współczesne ukazanie walki dobra ze złem. To zwycięstwo nad tymi, którzy uciskają słabszych. To być może metafora społeczeństwa, które nie radzi sobie z życiem, poddając się w opiekę sióstr oddziałowych, karmiących nas propagandą…
Keysey stworzył wspaniałą galerię postaci, które wzbudzają wielkie emocje, poczucie zwycięstwa nad niezwyciężonym. To uniwersalne przesłanie, wraz z wielką, mądrą przyjaźnią przenosi się także do naszych czasów.