Close

„Cenię horror, o!” – wywiad z Maciejem Lewandowskim

Kocha pisać i bez mrugnięcia okiem toruje sobie drogę do spełnienia marzeń. Jednym z nich jest debiutancka powieść, nad którą pracuje. Na swoim koncie ma już publikacje opowiadań oraz nagrodę. Statuetka jest! Ha. I jest też talent. O tym, co mieści się w głowie młodego pisarza grozy przeczytacie w wywiadzie z Maciejem Lewandowskim. Zapraszam!

Książki Zbójeckie: Witam Cię na blogu, kolego po piórze. Zabawnie splotły się nasze ścieżki, aż dziw! Ja mam za sobą powieść, ty szereg publikacji małych form literackich. I pracujesz nad książką… Jak idzie?

Maciej Lewandowski: Czołem, faktycznie – świat jest mały, prawda? Z drugiej strony w jakiej innej branży takie spotkanie mogłoby być możliwe?
Tej książki, debiutu oraz sukcesu Ci zazdroszczę i nie ukrywam, że w pewnym stopniu był to dodatkowy impuls. Jak idą prace nad dużym projektem? Mhh… To już trzecia wersja fabularna, tym razem nosząca znamiona finalnego pomysłu. Więc na płaszczyźnie koncepcyjnej jest dobrze – mam produkt nad którym można pracować. Jest komplet notatek, nie licząc informacji które na bieżąco trzeba weryfikować, szczęśliwie Google załatwia problem od ręki. Zaś sama esencja roboty czyli pisanie idzie wolno, mam duże opóźnienia: na oko jestem w plecy lekko trzy miesiące. Po części przez małe formy – opowiadania – o których wspomniałaś. Od chwili gdy zamknąłem notatnik i odpaliłem edytor powstały dwa nowe opowiadania, szczęśliwe oba zostaną opublikowane więc nie była to totalna strata czasu.

Niemniej jak mówiłem: są opóźnienia, ale prace trwają. Jestem w rozgrzebanym trzecim rozdziale, czyli fabularnie nadal rozbiegówka przed właściwą prostą mającą doprowadzić do mety. Moim zdaniem to najtrudniejszy moment: prolog lub rozdział wprowadzający w historię, potem właściwe uderzenie mające Cię chwycić za gardło i teraz już rozdział wyciągający na głębiny fabuły. To właśnie z tymi dwoma początkowymi etapami tak długo się męczyłem, ale to co jest wygląda solidnie. Mam nadzieję, że utrzymam poziom i najdalej w grudniu będę stawiał ostatnią kropkę =)

KZ: Powiedz coś więcej o samych opowiadaniach. Gdzie publikujesz i jak to właściwie się odbywa? Piszesz dla nich, czy dla siebie i dopiero potem rozsyłasz teksty?

ML: Opowiadania to zabawa oraz poligon doświadczalny. To na nich eksperymentuję szukając nowego sposobu opowiedzenia historii lub szlifuję to co już wypracowałem. Wszystkie moje opowiadania to efekt pracy przydomowego warsztatu. Działa on non-stop, ciągle coś jest przycinane, szlifowane, dziobane dłutami i polerowane. Dzień w dzień jednak nie powstają gotowe teksty, które potem gdzieś idą. Codzienna praca to albo robota koncepcyjna: obrabianie pomysłu, doprowadzanie go do formy zalążka fabularnego albo przygotowywanie elementów dekoracji. Pomysły dojrzewają, przegryzają się i czekają. Nie piszę na zapas – po części to kwestia wydajności oraz czasu, po części rynek za mały. Gdy widzę konkurs, nabór do antologii, lub jakąś inną przynętę wybieram z archiwum projektowego to, co wydaje się najrozsądniejsze, sięgam do magazynu z dekoracjami i spokojnie montuję to w całość. Jestem całkowicie przeciwny strategii, jaką przyjmuje wielu autorów, zwłaszcza początkujących, zabetonowujących Internet swoimi 2 – 3 stronicowymi opowiadaniami na wszelkiej maści blogach, portalach czy e-zinach. Przypomina mi to trochę chińską masówkę. Lepiej jedno, a dobre niż siedemdziesiąt „pięciostronicówek”, choć kto wie, może się mylę – nie mam monopolu na rację.

Gdzie publikuję? Rynek jest mały, jak mówiłem, i nie ma tu wielkiej filozofii. Na dobrą sprawę mamy „Nową Fantastykę”, „Czas Fantastyki”, „Coś na progu” i od niedawna raczkującą dopiero „Horror Masakrę” poświęconą tyko i wyłącznie horrorowi. Do tego dochodzi kilka internetowych magazynów choćby Szortal. Jednym słowem poruszam się i obijam od klamek tego samego rynku co wszyscy inni fantaści =) Do tego czasem pojawi się szansa na opublikowanie w antologii, ale to inna para butów.

KZ: Zdobyłeś również nagrodę literacką. Pochwalisz się?

ML: Hehehe… To naprawdę miłe, że o niej wspominasz, bo chyba nikt nie kojarzy, że coś takiego miało miejsce. Zgarnąłem nagrodę Nautilus 2012 w kategorii „Opowiadanie Roku” za opowiadanie Czarna Leliwa opublikowane w „Nowej Fantastyce”. Do tej pory jestem tym cholernie zdziwiony, a zarazem prawdziwie dumny. Zdeklasowałem znanych pisarzy m.in. Jakuba Ćwieka, Stefana Dardę… Cholernie motywujące do dalszej, jeszcze bardziej wytężonej pracy i nie ukrywam: Nautilus zaostrzył mój apetyt na statuetki 😉

KZ: Przejdźmy do ważnej kwestii: gatunku literackiego, którym się zajmujesz. Specyficzny rynek… Podziel się z nami swoją pasją!

ML: Piszę horrory. Nie, wróć – identyfikuję się ze sceną horrorową. W sumie to sympatyzuję… Cenię horror, o! Tak będzie dobrze: cenię horror.

Horror to jedna z odnóg fantastyki, tej specyficznej odmiany fikcji literackiej, w której prawie wszystkie chwyty są dozwolone jeśli je tylko odpowiednio umotywować. Sam siebie najchętniej umiejscowiłbym w sektorze weird fiction – jest tu wszystko co lubię: fantastyka, odrobina s-f, groza, kryminał, mackowate potwory, senne koszmary i inne straszydła. Co zaś najważniejsze jest fantastyczna atmosfera tajemnicy, mistyki czy wręcz okultyzmu. Groza często odwołująca się do ludzkiej psychiki, lęków i odmiennych stanów świadomości wymusza też pewną subtelność oraz dbałość o nastrój. To lubię. Zaraz obok tej przegródki jest też dark fantasy, a także horror jaki serwuje nam Stephen King. Kinga, podobnie jak Lovecrafta wielbię ślepą, bezkrytyczną miłością szurniętego fana – nawet jak coś jest obiektywnie słabe, to ja i tak się tym zachwycam =)

Zupełnie do mnie zaś nie trafiają historyjki, które fabułę traktują jako pretekst do obrzucania czytelnika ekskrementami, ludzkimi szczątkami oraz waleniem po oczach pokrętnymi zachowaniami seksualnymi radośnie oderwanymi od rzeczywistości. Te opowieści są zwyczajnie dla mnie komiczne.

Koniec końców, groza to literatura popularna, rozrywkowa, a jej podstawowym zadaniem jest dostarczać frajdy. Bardzo się cieszę, zwłaszcza patrząc na to co się dzieje za zachodzie, jak to poletko kultury masowej sukcesywnie się rozrasta i przyciąga rzesze fanów horroru. To, czy wolą oni subtelną grę cieni oraz fantasmagorie, czy łopatologiczne opisy gwałtów per rectum przy użyciu noża, to już rzecz drugorzędna – są gusta i guściki. Najważniejsze, że straszne historie są coraz częściej opowiadane zarówno na zgniłym zachodzie, jak i w naszej nadwiślańskiej kraince.

KZ: Uważasz, że to męski gatunek? Kobiety sięgają w ogóle po pióro, by pisać tak, hmm, ciężką literaturę?

ML: Może tak: kobiety piszą inaczej niż chłopy. Ja nie jestem w stanie przyswoić kobiecej prozy – nie ta temperatura, nie te proporcje ingredientów fabularnych i koniec końców cele. Poza jednym wyjątkiem. Natomiast czy horror jest dla kobiet? Czemu miałby nie być? Wywiad z wampirem – to ten wyjątek – napisała kobieta. Kapitalny gotycki, nastrojowy i subtelny horror; fakt ociera się o romansidło, ale i tak jest genialny. Podobnie Lestat. Skoro Rice mogła to czemu inne babeczki nie mogą? Wszystko rozbija się o wyobraźnię oraz fanów zainteresowanych takim, a nie innym pisaniem. Ostatecznie to pytanie do kobiet, czy mają ochotę pisać bardziej o śmierci, rozkładzie, strachu, ciemności i ludzkim skurwysyństwie, czy o miłości, nadziei, walce o samego siebie oraz najbliższych. Więcej tych pierwszych mamy rasowy horror, więcej tych drugich: obyczaj. Finalnie to tylko rekwizyty w teatralnym magazynie rozmaitości i mają drugorzędny wpływ na to czy snuta opowieść, książka, będzie jak karty przy pokerze nie do odłożenia.

KZ: Jakie masz plany i marzenia? Wiem, że kochasz pisać… Ale przecież to zajęcie dodatkowe…

ML: Zajęcie dodatkowe w postaci raka trawiącego niestrudzenie kolejne odcinki wolnego czasu. Szczęśliwie mam na głowie jeszcze dwa koty oraz kobietę z wieczną potrzebą robienia czegoś gdzieś, zaraz, natychmiast i bezapelacyjnie. Zwykle jestem dołączany do tych terenowych gier oraz zabaw. Szczęśliwie kocham góry. Tam też skupiają się wszelkie plany oraz marzenia, nie związane bezpośrednio z pracą zawodową oraz tą literacko-dorywczą. Krótko więc: każdy ma swój Matterhorn, który pragnie zdobyć. Ja mam właśnie Matterhorn =)

KZ: Czego życzyć młodemu pisarzowi? Poza wydaniem debiutanckiej powieści?

ML: Realnego, czytelniczego sukcesu tej i następnych książek. To wszystko co potrzebne do szczęścia – w końcu nie piszemy by trzymać te historie w szufladzie.

Zapraszam na oficjalną stronę Maćka!

Danuta Awolusi

Rocznik 86`. Pisarka, copywriterka, wokalistka Gospel.